• Wpisów:24
  • Średnio co: 55 dni
  • Ostatni wpis:3 lata temu, 15:26
  • Licznik odwiedzin:1 769 / 1388 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Cześć, przepraszam za nieobecność ale pinger wyciął mi kawał i nie miałam dostępu do bloga. Ale już wieczorem nowy rozdział!

 

 
  • awatar EverybodyLies .: Nikt nie lubi cierpieć , to najstraszniejsze co może przytrafić się człowiekowi... Świetny blog , bardzo życiowy. Zapraszam przy okazji do siebie i dodaje :*
  • awatar Gość: serce wyleczyć można tylko wtedy, gdy człowiek nie szarpie się by iść w przeciwnym kierunku, niż jego przeznaczenie.. w przeciwnym kierunku niż dobro, które dla jego życia jest najlepszym i najzdrowszym dla serca rozwiązaniem
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
- I'm not sure.

 

 
  • awatar Upadłe marzenia, upadłego anioła.: @gość: Chodzi o to, że niektórym wydaje się, że jakiś człowiek jest idealny a po jakimś czasie okazuje się tylko złudzeniem ta cała "idealność".
  • awatar Gość: no nie zgodzę się - są ludzie dla nas idealni... a oceny innych wtedy nie są już ważne - na pewno nie dla nas... i trzymanie się tego nie jest złudzeniem - tak jak nie jest złudzeniem trzymanie się faktów
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Dziękuję Wam wszystkim za wszystkie komentarze i uwagi, cenię je sobie!
~
Do Niemiec przybyłam koło 21. Księżyc zaczął już błyszczeć. Wysiadłam z samolotu i wzięłam głęboki oddech.
Już o w pół do byłam w nowym domu. Zadzwoniłam dzwonkiem. W drzwiach stał Leon. Uśmiechnięty jak zawsze, niebieskooki brunet, wpadłam mu w obięcia. Mimo iż liczyłam, że przywitają mnie rodzice... Weszłam do domu. Światło zapalone było tylko w kilku pokojach, i wtedy to zobaczyłam. Coś co sprawiło, że łzy napłynęły mi do oczu. Matka i ojciec - siedzieli sobie na tej swojej kanapie i pisali coś na tych swoich służbowych laptopach. Słysząc hałas tylko mama raczyła podnieść swój wzrok i rzucić od niechcenia ,,Cześć''. W jednej chwili odechciało mi się żyć. Widziałam też minę mojego brata, widziałam jak bardzo był zły na rodziców, po jego minie poznałam, że najchętniej wygarnął by im, jakimi to są rodzicami... Ale nie mógł. Zamiast tego zaprowadził mnie po cichu do małego pokoiku w którym stało łóżko polowe i parę zdjęć. Leon nie odzywał się do mnie. Żaden z nas nie potrafił o tym mówić. Po prostu siedzieliśmy na jednym łóżku i patrzyliśmy się na ścianę. W głębi duszy, gdzieś w sercu cieszyłam się, że mam takiego brata. On zawsze był dla mnie najlepszym przyjacielem. Od czasów trzepaka, i zdartych kolan pomagaliśmy sobie w każdej sytuacji, dlatego też czułam w nim niesamowite oparcie. W końcu Leon wyszedł z mojego pokoju a ja zostałam sam na sam z sobą. Spojrzałam na zegarek - 00. Poczułam nagle okropną pustkę w sobie. Ogromną niechęć do swojego życia. Do całej siebie. Odwróciłam głowę do poduszki i zaczęłam płakać. Po jakiś 15 minutach uspokoiłam się nieco i usiadłam na uginającym się, starym łóżku. Tak to już było z moimi rodzicami - brali wszystkie możliwe dodatkowe projekty, i może mieli dużo pieniędzy. Nie żyliśmy w biedzie o czym świadczyły nasze ubrania i dom. Ale nie umieli dać nam miłości. Tak bardzo chciałabym mieć jakąś przyjaciółkę. I nie chodzi mi tu o brata. Taką przyjaciółkę, do której mogłabym w tej chwili napisać i się jej wyżalić. Ona nie musiałaby mi pisać jak bardzo współczuje itp. Po prostu wystarczyłoby żeby... była. Leon... on też był przyjacielem. Jednak nadal był też bratem. Bratem którego kiedyś będę musiała opuścić. Każde z nas kiedyś zacznie samodzielne życie. Myślałam. I te słowa grały mi kołysankę do snu, wkrótce łzy wyschły a na łóżku można było dostrzec postać małej bladej dziewczynki, przed którą mogła być wielka przyszłość... jaką zmarnowali jej własni rodziciele...
~
Dzisiaj mało i krótko, ale jutro postaram się dodać następny rozdział gdy akcja się rozwinie. Spokojnie, zapewniam Was, że te rozdziały będą dłuższe. Chcę też powiedzieć, że w czasie gdy nie będę mieć weny lub dłuższego czasu by pisać rozdział to będę się z Wami dzielić moją twórczością, typu wiersze itp.
Piszcie jak Wam się podoba i zwracajcie mi uwagi.

 

 
Dochodziła już 17. Słońce zachodziło, odbijając się o tafle małego jeziorka.
- Smutne, ciekawe za ile znowu zobaczę te widoki... - myślałam siedząc na mostku jaki postawiono przy wejściu do wody. Za dwie godziny miałam lecieć. Lecieć do Niemiec. Lecieć do rodziny. Mama i tata byli pracocholikami. Całymi dniami nie było ich w domu. Wracali późno, widywaliśmy ich raz w tygodniu - kiedy to razem jechaliśmy do kościoła. W domu każdy wracał do swoich zajęć. Mama razem z tatą siadali do komputerów a ja razem z bratem zajmowaliśmy się naszym młodszym rodzeństwem. Właściwie, to nie miałam dzieciństwa. Cały czas płakałam, ale tylko wtedy kiedy rodzice nie widzieli. Wtedy po cichutku płakałam nad tym co będzie kiedy stanę się starsza. Nie płakałam ze swojego powodu. Nie chciałam zostawiać mojego rodzeństwa. Gdyby nie my - ja i mój równy wiekiem brat oni już dawno by zginęli. Złudna miłość, pokazywana od święta, na pokaz... ja już dawno przestałam w nią wierzyć. Kiedy oni jak zwykle z powodu pracy wynieśli się do Niemiec, ja zostałam. Zostałam u babci na wsi. Tam odpoczęłam od tej ciągłej opieki i łez. Przyzwyczaiłam się do spokojnego życia jakie dawała mi ta osoba, jednak martwiłam się o to jak Leon - czyli mój 16-letni brat radzi sobie z rodzeństwem i pod koniec lipca postanowiłam do nich wrócić. Tęskno mi było za uściskiem mamy i za miłym słowem od taty, jednak najbardziej chciałam już zobaczyć Michasia i Roksanę - czyli dwójkę młodszego rodzeństwa być pewną, że nic im nie jest. Szkoda tylko, że nie liczyłam się wtedy z życiem jakie będę musiała wieść tam - za granicą. Sama jak palec, z dwójką małych dzieci do opieki.
  • awatar Zakira Luna: Podoba mi się, choć trochę bardziej bym to rozgiągnęła- zrobiłabym z tego pierwszy rozdział, bo jak na prolog strasznie dużo ujawnia :)
  • awatar . ♥ ::Unfulfilled dreams::♥.: Ciekawe . Czekam na dalszą części <3 Jak u mnie ci się spodoba zapraszam do obserwowania:)
  • awatar Martyna_Opowiadania: Ciekawe się zaczyna,będę czytać ;) Pozdrawiam
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Witajcie miśki. Dawno mnie to nie było. Przepraszam.
Ale teraz powracam! Z nową siłą, nową weną, i nową książką. Zmieniłam też wygląd bloga na coś w stylu Pale, i za chwilkę chciałabym dodać prolog do nowej powieści jaką będę tu pisać. Zachęcam do czytania!
~Założycielka bloga
 

 
Wyszłam z bloku, przed klatką stała już Olivia.
-Cześć - rzuciłam, bo w sumie nie miałam pomysłu na zaczęcie tej rozmowy, może zabrzmiało to tak jak od nie chcenia ale było szczere i przepełnione nadzieją że zaraz znowu będzie jak dawniej - znowu usiądziemy zaczniemy się śmiać nie zauważymy nawet kiedy o 17 przyjedzie moja mama... no tak.
-Dobry dzionek! - odpowiedziała.
-Słuchaj Olivia...- znowu rozpoczęłam gadkę którą ćwiczyłam już parę dni.
-Nie, nic do mnie nie mów! - powiedziała Olivia, zasłaniając usta wskazującym palcem potem podeszła do mnie i nie pewnie objęła ręką. Przytuliłam się do koleżanki, poczułam się tak jakby była to mama, która stoi tam zamiast Olivi i mnie tuli. Po policzku spłynęła mi mała łezka. Znowu poczułam się pewna... przynajmniej gdy stała przy mnie BFF.
***
Stałyśmy z 30 minut. W końcu usiadłyśmy na krawężnku i zaczęłyśmy rozmawiać o wszystkim o czym nie rozmawiałyśmy z powodu tej kłótni.
-Ej, Alice. Sprawa jest. Ashley urządza dzisiaj domówkę, masz zaproszenie ale wzięłam je dla ciebie. Odstresujesz się troszkę.
Spojrzałam głęboko w oczy mojej wspaniałej przyjaciółce po czym odpowiedziałam:
-Jasne, dzięki Olivia. A o której to wydarzenie?
-Właśnie, w porę sobie przypomniałam jest o 18. - Odpowiedziała Olivia - AAA.. którą my teraz mamy?
Spojrzałam na zegarek.
-15.
-Ojejku, chodź Alice, musimy się szykować, pójdziemy do... - Olivia zawiesiła głos, chyba zauważyła moją lekko zakłopotaną minę.
-Wiesz, Oli ja wiem że... ale Ojciec?
-Och - odpowiedziała.
Nagle wpadł mi do głowy pomysł.
-Powiemy mu po prostu że będziemy u ciebie, twoją mamę wtajemniczymy w to. -zaproponowałam.
-Świetnie! - klasnęła w dłonie przyjaciółka.
***
Wzięłam telefon i wykręciłam numer taty.
-Halo, tato, będę dzisiaj z Olivią w jej domu. Nie martw się wrócę późno ponieważ planujemy ''babski wieczór''.
-Ok - powiedział lekko spity ojciec, i już się rozłączył.
-No to chodź idziemy się szykować do mnie, weź może jeszcze z domu jakąś sukienkę i buty. - zaproponowała BFF.
Pobiegłam na górę i oczywiście wyciągnęłam ciuchy.
***
Krótko ale znowu piszę z telefonu, proszę Was o komentarze - to one najbardziej motywują.

Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
I wierzcie mi czy nie ale pielęgniarką była kicia.
Tata spojrzał lekko zestresowany w stronę Kylie. Po czym wyszli z sali. Po chwili tata siedział przy moim łóżku, a kicia odłączała mi kroplówkę. Potem jeszcze odebraliśmy wypis i pojechaliśmy do domu. Tata strasznie mnie przeklinał w drodze, był mega zły. Cóż...
***
Czas mijał długo ja wciąż nie poznałam kici ale tata, wciąż wychodził i wracał późno. Tak, pewnie był u Kylie. Powoli zaczynałam się godzić z losem. Od środka powoli umierałam. Patrzyłam na wszystko co mnie otacza bez już żadnego mrugnięcia okiem. Popadałam w depresję, zastanawiałam się jak w kilka dni można stracić matkę, przyjaciółkę i chęć do życia. Odpowiedź mogłam dać sobie tylko ja.
W końcu przyszedł dzień w którym mieli mi ściągnąć gips. Wreszcie mogłam choć spróbować odbudować cegiełka, po cegiełce moje życie. Nie myślałam nawet że znowu zada mi ono tak mocny cios.
***
Pojechałam z tatą do szpitala. Usiadłam na stołku, przyszły pielęgniarki. Miały bardzo dziwne spojrzenie. Tak jakby wiedziały co przeżywam. Kiedy ściągnęli mi ten cholerny gips z nogi, skierowali mnie jeszcze do dość dziwnego gabinetu. Dopiero kiedy już usiadłam na krześle zdałam sobie sprawę że jestem u psychologa.
-Witaj Alice. -powiedziała
-Dzień dobry. -odparłam nieśmiało.
-Alice, słyszałam że umarła ci mama, wiem że pewnie jest ci ciężko, rozumiem cię. -powiedziała coś na co wciąż nie byłam odporna. Z trudem pożegnałam się z psycholożką i wyszłam z gabinetu.
***
Następnego dnia obudziłam się dosyć wcześnie. To przez telefon. To Olivia! Z lekkim uśmiechem odebrałam.
-Cześć! -powiedziałam.
-Hej.
-Słuchaj sorry że..-tu zatrzymałam się.
-Co?
-Już nic. -powiedziałam wyłączając telefon. Płakałam w poduszkę, to było dla mnie już za trudne. Olivia dzwoniła jeszcze 3 razy. Odebrałam.
-Olivia przepraszam że taka byłam, ja sobie już nie radzę. To wszystko mnie przerasta. Spadło na mnie zbyt szybko. Przepraszam! -Wykrzyczałam płacząc, ulżyło mi trochę.
-Alice, to ja przepraszam, może nie powinnam. -odpowiedziała załamującym się głosem Olivia.
-Słuchaj, spotkajmy się za 30 minut pod blokiem. -Powiedziałam wycierając łzy.
***
Poleciałam szybko do szafy wybrałam ubranie. Zjadłam szybko śniadanie. Udało się odbudować chociaż jedną cegłę. Nagle zapomniałam o wszystkim co nadal nie znikło.
***
 

 
Mimo iż była dopiero 10 ja już siedziałam na parkingu pod blokiem. Było zimno, mżyło nie miałam kaptura ale to chyba dobrze bo przynajmniej nikt nie odróżniał moich łez od małych kropli spadających na policzki.Nagle ujrzałam coś co już kompletnie mnie sparaliżowało. Pod blok podjechał tata z Kylie zwaną również kicią. Wstałam z krawężnika i poczułam że nogi wrastają mi w ziemię.Nie umiałam się ruszyć tylko jak głupia stałam i obserwowałam dalsze wydarzenia.Tata wysiadł jako pierwszy w ogóle mnie nie zauważając otworzył drzwi Kylie a potem otworzył jeszcze poszedł na tył i wyjął z samochodu małą dziewczynkę tak z 4-5 lat teraz to już miałam gdzieś czy mnie zauważą pobiegłam szybko na szosę pełną samochodów nie uważałam w ogóle miała gdzieś czy mnie coś potrąci- miałam nadzieję że mnie coś potrąci.
***
Wszystko działo się szybko z tego całego wypadku pamiętam tylko że nadjechał jakiś samochód potem poczułam wielki ból w prawej nodze a dalej już nie pamiętam. Obudziłam się dopiero w karetce obok mnie była grupka lekarzy i ani śladu taty. Czułam się okropnie mimo to nie żałowałam, w duchu miałam nadzieję że będą mi robić jakąś operację z której się nie wybudzę. Chciała wtedy już tylko przytulić się do kochanej mamy za którą tak bardzo tęskniłam. Zamknęłam oczy.
***
Nastepnego dnia obudziłam się z bólem głowy obok mnie siedział tata. Okazało się że mam tylko złamaną nogę nie wiedziałam czy się cieszyć czy płakać.
-Kochanie jak się czujesz?- Spytał tata.Jednak w jego głosie nie czułam zatroskania, bardziej 'gówniara pod samochód wbiegła wszystkim tylko kłopotów narobiła'
Nie odpowiedziałam.
-Dzisiaj wychodzisz do domu całe szczęście złamanie jest lekkie. - kontynuował tata.
Znów zamiast mnie odpowiedziała mu tylko cisza.
***
Minęła godzina na oddział weszła pielęgniarka
***
 

 
Ale bym chciała by można było sprawdzać numer zapisania. Ale przecież nowo poznanej osoby nie nazywa się 'kicia'! To by oznaczało że tata... nie nie chciałam o tym myśleć. W końcu przecież nie myślałam o tym, tata jest młodym człowiekiem. Nie zastanawiałam się nad tym ale faktycznie przecież po śmierci mamy może mieć jeszcze żonę,dzieci i być bez mamy szczęśliwy. Leżałam na łóżku długo myśląc nad sensem życia. Coś kusiło mnie by sprawdzić kontakty jeszcze raz. Weszłam, no i było czarno na białym adres e-mail ''kici''. Bez namysłu przepisałam adres na karteczkę i włączyłam facebooka. Jedyne co po wpisaniu e-maila mi wyskoczyło to 'Kylie'. Oczywiście weszłam. No i to co zobaczyłam przerosło już mnie o dobry kilometr. Post z grudnia zeszłego roku czyli wtedy gdy mama na potrzeby pracy wyjechała na miesiąc do Holandii. Kylie zmieniła swój status na w związku z tatą. No tak mama nigdy nie miała facebooka. Popatrzyłam dalej pełno fotek gdzie obaj się całują,przytulają i tym podobne i to z dawna... Usiadłam z wrażenia znowu miałam tą gulę która ostatnio pojawiała się dość często. Wszystko się wali,bez wyjątków.
***
Dochodziła 22. Wciąż leżałam na łóżku zastanawiając się nad sama nie wiem czym. Tata nie wracał ale ja domyślałam się co robił oprócz picia.Łzy znów poleciały. Klękłam na środku pokoju. Światło księżyca wpadało przez moje okna. Płakałam rzewnymi łzami. Krzyczałam. A potem nie myśląc o tym jaką krzywdę sobie robię, pod wpływem negatywnych emocji wyciągnęłam cyrkiel i kilka razy przeciągnęłam po nadgarstku. Ała ale piecze- pomyślałam patrząc na krew. Jednak troszkę się uspokoiłam. Przemyłam rany, otarłam łzy i poszłam spać.
***
Obudziłam się o szóstej nad ranem.
Poszłam do kuchni zrobić sobie śniadanie. Na stole zastałam liścik. pisało tam ''Kochanie wybacz że znów mnie nie ma,wiesz że muszę dużo pracować by nas utrzymać. Ubierz się elegancko,koło 14 przyjadę po ciebie i pojedziemy na pogrzeb. Kocham cię- Tata.''.
Nie chciałam śniadania. Ubrałam białe rajstopy,czarną sukienkę oraz szpilki, do tego zaplotłam warkocza i granatową kokardę, założyłam też na ramię czarną torebkę z chusteczkami do nosa.
***
Czas chyba stanął w miejscu. Było tak smutno bez mojej kochanej przyjaciółki Olivi.
***
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
-hej tato! -powiedziałam a niech się dzieje co chce.
-witam ,witam.
-Wiesz że przez tydzień nie mamy lekcji, epidemia.
-wiem dyrektorka dzwoniła- odparł tata.
-tato mam prośbę -przemogłam się.
-no?
-nie pij dziś proszę.
-dziw. mała. - powiedział tata.
Znów w oczach stanęły łzy.
Poszłam do pokoju z płaczem wyciągałam 40 zł. Z oszczędności.
Spakowałam do torby jeszcze parę rzeczy.
-będę chodzić po mieście wrócę o 19. -rzuciłam tacie na pożegnanie.
***
Miałam plan- zadzwonię do Olivi i wszystko jej wyjaśnię.
Szybko wystukałam znany mi numer.
-halo, kto mówi? -spytała zaspana Olivia.
-Alice.
Olivia się rozłączyła.
Znów chciałam płakać.
Czemu życie jest tak trudne?! Co zrobiłam?!
***
Cały dzień szwędania się po różnych sklepach i takie uczucie samotności. Dochodziła 15 nudy więc postanowiłam iść do domu mimo iż miałam wrócić o 19.
No nareszcie byłam w domu tata w pracy.
Dopadł mnie głód. Muszę zadzwonić do taty żeby w drodze do domu coś kupił.
Mój telefon był rozładowany a nie chciało mi się go podłączyć.
Całe szczęście na biurku był taty służbowy telefon.
Oczywiście nie pamiętam numeru pewnie ma zapisany -pomyślałam wchodząc w numery. I nagle mnie wryło. Szukając numeru natknęłam się na nazwę "kicia" weszłam numer nie należał do mamy. Odechciało mi się jedzenia.
***

 

 
Gdy tylko zabrzmiał dzwonek zwiastujący koniec lekcji byłam cała w skowronkach. "Nareszcie" pomyślałam idąc na przystanek. Podjechał autobus taki który miał być przed wczoraj. Zapłaciłam za bilet i zajęłam miejsce na górze.
-hej Alice! -krzyknęła moja BFF Olivia zajmując miejsce obok mnie.
-Witaj -powiedziałam a w myślach żałowałam że nie poszłam na nogach.
-wiesz bardzo mi przykro z powodu twojej mamy...
Miałam tego dość. Nic nie mówiąc wysiadłam na 1 lepszym przystanku.
Droga była krótka ale to dlatego że wciąż myślałam o Olivi i o tym jak bardzo mogłam ją zranić.
-ona chciała pomóc -myślałam.
W końcu dotarłam do domu.
***
Tata leżał na kanapie pijany.
-przyszła gówniara.-powiedział.
Starałam się go uniknąć.
Zamknęłam się w pokoju.
Słyszałam jak ojciec mnie wyzywa.
Płakałam nie chciałam żyć.
Położyłam się na łóżku i zaczęłam modlitwę.
"Kochana mamo! Przepraszam wiem że to nic nie zmieni!
Tęsknię. Tata znowu wróci do nałogu i teraz będzie się na mnie wyżywał. Ja nie chcę! Proszę pilnuj taty nie pozwól by jemu się coś stało a ja? Ja mogę tam do ciebie odfrunąć
Pamiętaj o mnie kocham cię bardzo" -tak tata kiedyś pił. Był nałogowcem. Bił mnie i mamę. Wyleczył się. Ale teraz?! Teraz może wrócić do nałogu!
Ech to życie jest do niczego! Ja chcę do ciebie mamo!
Nawet nie wiem kiedy zasnęłam.
**
Obudziły mnie jesienne promienie słońca wpadające przez uchylone okno. Wokół pachniało liśćmi. Z kuchni dochodziły odgłosy smażenia i nagle spadającej książki-o pewnie tata wziął się za śniadanie - pomyślałam.
Otworzyłam balkon by zaczerpnąć powietrza.
-hej -krzyknął Alex był on moim dobrym kumplem od podstawówki nic oprócz przyjaźni do niego nie czułam.
-hej nie mogę długo gadać ojciec mnie woła-powiedziałam zgodnie z prawdą gdyż tata potrzebował mojej pomocy.
-spoko luz ja chcę ci tylko powiedzieć że dzwoniła dyrektorka mówiła że szkoła jest zamknięta bo jest jakaś epidemia odkażanie potrwa z tydzień.
-ok dziękuję za info-odparłam i już mnie nie było.
***


 

 
Pisałam rozdział 2 h. I mi się usunął kuźwa -.-
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Rozdział 2
----
Dzisiaj nie było zmiłuj musiałam iść do szkoły byłam wyczerpana za niedługo miał się odbyć pogrzeb. Głupio się czułam moja szkoła kiedy złamałam sobie nogę wiedziała o tym zanim przyszłam do klasy. Starałam się uśmiechać i udawać że jestem silna.
Wyszłam do szkoły wcześniej niż zwykle ojca nie było w domu uznałam że jest w pracy. Miałam dużo czasu więc postanowiłam pójść do szkoły na nogach. Wydawało mi się że idę już cały rok w mojej głowie było tyle pytań ktore zagłuszały lecącą z mojego mp3 muzykę.
Nagle poczułam że ktoś się do mnie zbliża.
O nie! - pomyślałam. To pewnie te divy ze szkoły no to wpadłam. Teraz żałowałam że wybrałam tę trasę. Po tym wszystkim ledwo pamiętałam jak mam na imię.
- O kogo my tu mamy? Wielce poszkodowaną Alice.- powiedziała Rose.
Zabrakło mi słów chociaż miałam ochotę krzyczeć i przeklinać je wszystkie.
- no co zabrakło biednej słów? - rzuciła Jessica.
- Oszczędźcie sobie gardeł- powiedziałam im coś czego żałuję.
Dziewczyny pożegnały mnie śmiechem i mocnym ciosem w brzuch.
- Pomocy! -krzyknęłam zwijając się z bólu.
Nagle podeszła do mnie kobieta.
-Co się stało? -spytała zatroskana.
Ubrana była w niebieską marynarkę. Miała czerwone jeansy. Blond włosy upięte w ciasny kok. Wyglądała na trochę więcej niż 20 lat. Nie zrobiła na mnie miłego wrażenia mimo tego że chciała mi pomóc.
-co cię boli?-kontynuowała.
-brzuch proszę panią.
- dobrze znasz numer do swojej mamy lub taty? Są gdzieś blisko?
Wtedy nie wytrzymałam. Zapomniałam o silnym bólu i uciekłam.
Miałam ochotę płakać ale byłam już coraz bliżej szkoły.
***
Każda lekcja była wiecznością a każde spojrzenie od którego kolwiek z uczniów lub nauczycieli tragedią. Nie miałam już siły się ukrywać.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Rozdział 1
---
Tego dnia jak zwykle czekałam na autobus.
Był brzydki dzień na dodatek dostałam pałe z chemii gorzej być nie mogło a może mogło?
Ku memu zdziwieniu zamiast żółtego autobusu z numerem 32 podjechał -wsiadaj! -powiedział ojciec oczy miał czerwone chyba od płaczu.
Posłusznie zajęłam miejsce na przednim siedzeniu.
-słuchaj...-zaczął nie pewnie tata.
-co jest? -spytałam a oczy miałam czerwone bo tata ostatnio taki był jak nawet nie wiem.
-mama miała wypadek..
-co?! Co z nią żyje? Jak się czuje? -spytałam a w gardle miałam gulę.
-ona, ona odeszła...
Zabrakło mi słów chciałam płakać ale coś kompletnie mnie sparaliżowało. Słyszałam dzwonek mojej komórki wciąż miałam nadzieję że to mama. Że ona powie że mnie kocha. Ale nie to moja przyjaciółka. Tata zatrzymał się na parkingu pod blokiem spojrzał mi w oczy poczym przytulił mówiąc "będzie dobrze" ja wiedziałam że będzie dobrze ale gula znikła i łzy poleciały po moich policzkach spadając na nowe spodnie. W domu zamknęłam się w pokoju płakałam. Nie mogłam sobie wybaczyć tego że byłam z mamą skłócona. W końcu nawet nie wiem kiedy zasnęłam. Obudziłam się w ubraniu tata spał. Usiadłam na łóżku nie mogłam się pozbierać po wczorajszych wydarzeniach. Przebrałam się w czarne ubrania nie miałam na nic ochoty nawet na pójście do szkoły w której czeka moja najlepsza przyjaciółka. Tata kazał mi ochłonąć i nie kazał mi iść do miejsca gdzie popularne dziewczyny wymieniają się ze słabszych to miejsce nazywane jest szkołą.
-----
Dzisiaj tyle przepraszam za błędy ale piszę z telefonu.
 

 
Witam!
Książka ta nie będzie romansidłem bo na pingerze takich pełno.
Opowiadać będzie historię pewnej nastolatki Alice której życie zmienia się w tor przeszkód.
Czy Alice pokona problemy przejdzie przez okres cierpienia? Dowiecie się czytając książkę.